Ukryty przewodnik

W ostatnim czasie poznaję wielu trenerów rozwoju osobistego i coachów. Nic dziwnego, bo rozwój osobisty stał się bardzo popularny. Kto żyw próbuje więc wskoczyć do rozpędzonego pociągu, by choć przez chwilę być „na fali”.

 

Ma to też swoje plusy – szeroka tematyka proponowanych szkoleń sprawia, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Nawet ja 🙂

 

 

Tak właśnie było – znalazłam coś wprost wymarzonego dla mnie, więc nie zastanawiając się długo zapisałam się na szkolenie. Niestety w dniu, w którym miało się ono odbyć (lepiej późno niż wcale) dowiedziałam się, że z powodu choroby prowadzącej, odbędzie się ono w innym terminie.

Czekałam ponad miesiąc.

Kiedy nadszedł „ten” dzień wystrojona i umalowana wkroczyłam na salę. Zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie, bo przecież miałam mnóstwo pytań, na które prowadząca, miałam nadzieję, udzieli odpowiedzi.

 

Czas start!
Z ust ładnej kobiety usłyszałam brzydki, chrypliwy głos, informujący, że z powodu problemów z gardłem nie jest w stanie przeprowadzić kilkugodzinnej prezentacji.

Buuu!
Moi oburzeni towarzysze wyszli, ale ja znalazłam się tam po to, by dostać odpowiedzi. Kiedy wszyscy się rozeszli, podeszłam i poprosiłam, abym mogła przedstawić moje wątpliwości, na które ona udzieli odpowiedzi mailem.
Zgodziła się 🙂

Podczas gdy ja wyjaśniałam kontekst pytań, prowadząca wtrącała się, by dopytać o szczegóły. Jej głos z każdą chwilą brzmiał coraz lepiej. Gdy całkowicie „ozdrowiała” rozmowa zeszła na zupełnie inne tematy.

 

Szkolenia, droga do zdobycia zawodu, pasje, marzenia…
Wszystko się tak dobrze zapowiadało.
Znajomy podsunął jej świetny pomysł, pomógł złożyć wniosek o dofinansowanie, założyła firmę…
Teraz okazuje się, że żeby zostać „prawdziwym” trenerem brakuje jej tylko… przeprowadzenia zajęć.

Okazało się, że od pół roku próbuje to zrobić, ale wciąż coś ją prześladuje i uniemożliwia osiągnięcie tego celu. Oprócz chorób i „przypadków losowych” była nawet świadkiem wypadku, wskutek czego zamiast prowadzić szkolenie, składała zeznania przed funkcjonariuszem policji.

Pech?
A może istnieje jednak coś, co broni nas przed kroczeniem nie swoją drogą?

 

zdjęcie: pixabay.com