Co jest najważniejsze w życiu?

Piszę ten tekst w myślach od tygodnia bez mała. Podejść do przerzucenia myśli na ekran komputera też miałam kilka.

Gdy dostałam zaproszenie od Justyny i przeczytałam temat: „Priorytety w życiu”, ucieszyłam się, bo to przecież proste. Wiem co jest w życiu najważniejsze.

A tu taka zagwozdka jednak. Jak wybrać, z tylu ważnych dla mnie rzeczy, te najistotniejsze?

Przecież bardzo sobie cenię wolność, zaufanie, wybór, odpowiedzialność, autentyczność, akceptację.

 

I nagle olśnienie! I pytania dudniące w głowie: „A o czym od tak dawna wciąż mówisz? Na czym się skupiasz od lat? Co przywołujesz w prawie każdej rozmowie?”

 

Świadomość! Od niej wszystko się dla mnie zaczyna. Kończy się też dzięki niej.

 

Tak, świadomość jest zdecydowanie najważniejszą rzeczą w życiu. Moim życiu.

 

To dzięki niej akceptuję siebie taką, jaka jestem.  Akceptacja pozwala mi również zmieniać to, co uznałam za warte, a nawet konieczne do poprawienia. Przy akceptacji wzrost energii potrzebnej do wprowadzania zmian mam zapewniony prawie w 100%.

 

Za tym idzie bycie autentyczną. Świadomość, że nie musisz być taka, jak inni, zwykle w Twoim mniej świadomym rozumieniu, lepsi od Ciebie, jest tak uwalniająca, że nawet przy nadwyżce kilogramów zaczynasz czuć się, jak motyl 🙂

 

Odpowiedzialność za siebie i swoje życie też wynika z wzrostu świadomości. Już od lat nie zrzucam niczego na rząd, rodziców i brak odpowiedniej pogody 😉

 

Wybory jakich dokonuję są naturalne i zgodne ze mną. Wiedza o sobie, o swoich możliwościach i ograniczeniach, jest wręcz bezcenna. Świadomość swoich marzeń, celów, wartości pozwala na czynienie planów na lata, miesiące, ale też na najbliższe tygodnie i poszczególne dni. Planów, które chce się realizować i się realizuje.

 

Od kiedy znam siebie, swoje mocne i słabsze strony, akceptuję siebie, biorę odpowiedzialność, dokonuję adekwatnych wyborów, to ufam sobie. A nawet więcej, ponieważ przy takiej świadomości wchodzę na wyższy poziom zaufania. To poziom: „Wiem, że dam radę, że zrobię to, co chcę, ale też ufam, że kiedy zejdę z mojej drogi, szybko na nią wrócę. A kiedy poczuję, że potrzebny mi odpoczynek, to pozwolę sobie na zwolnienie, bez wyrzutów sumienia, że staję w miejscu”.

 

Wypada mi powiedzieć, że zwieńczeniem jest wolność. Wolność bycia sobą i kroczenia własną drogą. Wolność marzeń własnych i odrzucenia spełniania oczekiwań innych.

 

Myślę jednak, że wszystkie te ważne dla mnie elementy życia, przenikają się.

 

I swoją „wyliczankę” mogłabym równie dobrze zacząć od tego, że kiedy pozwoliłam sobie na bycie wolną, wynikła z niej akceptacja siebie, za którą poszło zaufanie i wybór tego, co chcę zmieniać.

 

Mogłabym też powiedzieć, że to wiedza o tym, czego chcę od życia pociągnęła za sobą wzięcie odpowiedzialności za siebie. A za nią postąpiły wybory zmian, jakich chcę dokonać.

 

Zaczynając od bycia autentyczną, przeszłabym przez wybór akceptacji siebie, po poczucie wolności, przy użyciu odpowiedzialności.

 

Jakkolwiek bym na to nie spojrzała i tak wszystkie je prowadzi świadomość.

To mój priorytet w życiu. Jeden, najistotniejszy, który uwierz lub nie, ale ułatwia życie i pozwala je czynić lepszym.

 

Artykuł bierze udział w Karnawale Blogowym Kobiet (http://karnawalblogowykobiet.pl/). Tematem #2 Edycji zaproponowanym przez Justynę z Bridgehead PR (http://bridgehead.pl/category/blog-pl/ ): Priorytety w życiu (http://bridgehead.pl/karnawal-blogowy-kobiet/ ).

 

Źródło zdjęcia

 

Powrót do pracy z radością, czy bez? cz.2

Masz za sobą już kilka dni w pracy po świętach.

Może znów wpadłaś w rutynę wykonywanych zadań i zostawiłaś za sobą to uczucie braku radości z powrotu do pracy.

Jednak ono tak zwyczajnie nie daje się zepchnąć w niebyt i wciąż do Ciebie wraca. Pod postacią zmęczenia, wydłużenia czasu potrzebnego na wykonanie poszczególnych działań, na które kiedyś poświęcałaś go zdecydowanie mniej. Albo w postaci wiecznie niezadowolonego szefa, pomimo Twojego pełnego zaangażowania w pracę.

 

Pamiętasz moje pytanie sprzed dwóch dni? Zapisałaś odpowiedzi? Jeśli nie, możesz to zrobić nawet teraz.

To pierwszy krok. Po nim, jak zawsze jest drugi, potem będzie trzeci i czwarty 🙂

 

Drugi krok to odpowiedź na pytanie: „Jaka praca sprawia mi radość?”

Nawet jeśli znów pomyślisz, że „tylko tyle?” i że „to pytanie lub w podobnej treści, już czytałaś/słyszałaś” odpowiedz samej sobie szczerze, co zrobiłaś poprzednio, gdy ktoś zadał Tobie pytanie „Jaka praca sprawia Tobie radość?” ???

Pamiętaj – szczerze odpowiedz.

 

A potem weź kartkę i wypisz minimum 20 odpowiedzi na to pytanie.

Dziś właśnie „tylko tyle i aż tyle”.

 

 

Powrót do pracy z radością, czy bez?

Święta minęły. Jakie były i jakie mogą być następne już mówiłam.

Teraz mamy znów czas pracy. Cieszysz się? Czy może wręcz przeciwnie? 

Jeśli należysz do grona szczęśliwców uradowanych powrotem do pracy, możesz przestać czytać dalej 😉 (chyba że Twoja radość z powrotu do pracy wynika nie z jej wspaniałości, a z chęci ucieczki przed życiem rodzinnym; w takim przypadku zostań z nami na dłużej  🙂 )

 

Jednak jeśli Twoja radość z powrotu do pracy jest na poziomie bliższym zera, zostań 😉

Weź teraz kartkę, długopis i wypisz minimum 20 odpowiedzi na poniższe pytanie.

„Dlaczego praca, którą wykonuję, mnie nie cieszy?”

Tym samym wykonasz pierwszy krok do zmiany na lepsze.

Pomyślisz: „tylko tyle?”.

Odpowiem: „Dziś tylko tyle i aż tyle„.